Cała trójka dobiegła do wodospadu. Na powierzchni zasilanego przez nie jeziorka pływało nieco rzeczy z samolotu, w tym gitara Dony
-No, Jello... Tu zaczyna się Twoja rola. Płyń po gitarę, warto też sprawdzić czy nic cennego nie znajduje się w jeziorze
Jello chwycił mocno Dale'a za tył koszuli i z całej siły wepchnął go do jeziora. - Moja rola? Umiesz pływać? Za 2 000$ cię wyciągnę, za kolejny 1 000$ mogę popłynąć po gitarę, dorzucisz 1 000$ za moje nurkowanie w jeziorze i ostatni 1 000$ za to, że powiem wam co jest na dnie i wyłowię to. - Powiedział z nieukrywaną satysfakcją
-Nie wydurniaj sie dupku. Bo zaraz oboje tam wylądujecie! - Krzyknęła Dona
-Dobra! Wyciągnij mnie stąd najpierw, dam Ci pieniądze! - Krzyknął w panice
Jello wskoczył do wody i pomógł Dale'owi dopłynąć do brzegu. Kiedy byli już na lądzie, Biafra wskoczył ponownie. Tym razem zabrał plecak Coopera i umieścił go na środku jeziora na wystającym kamieniu po czym złapał gitarę Dony i znów dopłynął do brzegu. Wręczył jej znalezisko i po raz kolejny wskoczył do wody. Tym razem zanurkował.
Skur*iel... jeszcze zobaczymy jaki jest cwany - Myślał zdenerwowany sytuacją Dale
Jello Pływał całkiem nieźle, wręcz bardzo dobrze. Po dwóch minutach na jeziorze pojawiła się jego głowa. Nabrał głośno powietrza i uniósł swoją prawą rękę nad wodę. Miał w niej walizkę halliburton. Podpłynął do plecaka, wziął go i udał się na brzeg. Odgarnął mokre włosy z czoła i rzucił do swoich towarzyszy walizkę. Sam zajrzał do plecaka i wyciągnął z niego kopertę. Była w jednej z osobnych kieszeń i nie zamoczyła się. Spojrzał do środka i wyciągnął 5 000$. Schował je do swojego plecaka, resztę wrzucił z powrotem. Podszedł do Dale'a i Dony, temu pierwszemu oddał plecak z uśmiechem.
- To coś ważnego? - Zapytał wskazując na walizkę. - Nic innego nie znalazłem.
- Nie wiem... nie mam pojęcia, ale znam ten rodzaj walizek, są praktycznie nie do otwarcia bez klucza. Spróbuję wymyślić coś w obozie. Ah... pod żadnym pozorem nie mówcie o tym znalezisku Willowi, ani reszcie pasażerów!
- Dzięki wam obu za pomoc... nie bizentorosowną, ale wciąż... dzięki. - Dziewczyna uśmiechnęła się kącikami ust
- Wracajmy do obozu - Rzekł przemoczony i zły Dale
[
Plaża]