przez Kysio » 07 kwi 2010, 22:13
Zrozpaczony, wziął jej zwłoki i oddalił się od miejsca katastrofy. Po drodze, wziął kawałek okrągłego metalu. Nie zastanawiał się nad tym, jakim cudem przeżyli, gdzie wylądowali czy też czy przeżyją. Jedyne co było w jego głowie to to, aby pochować Nicole. Położył jej ciało na piasku. Zaczął kopać. A z każdym wbiciem się w piasek, przypominał sobie te chwile, te piękne chwile które ze sobą przeżyli. Bardzo było mu przykro, że nie mógł jej powiedzieć że ją kocha. Bardzo mu było przykro, że ją zdradzał. Po 20 minutach położył jej ciało do grobu. Nie mógł się z tym pogodzić, że widzi ją po raz ostatni. Że po raz ostatni poczuł jej włosy, jej zapach. Że po raz ostatni - pocałował ją. Zaczął przysypywać jej ciało. W oddali usłyszał wybuch. Skończył.
Usiadł przed nim. Patrzył się na ocean. Nie wie ile tam siedział. Ale zaczęło się ściemniać. Nagle usłyszał szelest w krzakach, i jakieś szepty. Poczuł lekki lęk. Miał już zajrzeć w krzaki, uzbrojony w kawałek metalu, lecz wtedy usłyszał głos osoby o dużej tuszy, która zmierza w jego kierunku :
- Koleś...Wszystko w porządku ? Scott..czy Steve powiedział że poszedłeś tu z... - spojrzał na "świeży" piasek, w który był wbity kij - W każdym bądź razie..przyniosłem Ci batonika i wodę. Dołącz do nas jak będziesz gotowy. Jak będzie coś wiadomo, dam Ci znać. - skończył.
-Dziękuję. Bardzo dziękuję. Jestem Freddy. Freddy Criger - przedstawił się wyciągając dłoń.
- Hurley Reyes. Miło mi Cię poznać Freddy. - I odszedł. Freddy widząc go oddalającego się, przypomniał mu dużą beczkę z kończynami.
Było mu zimno. Ale nie mógł odejść dziś od grobu swej narzeczonej. Nie musiał, on chciał czuwać. Zjadł batonika od Hugo, popił to wodą i położył się na piasku. Niebo było gwiaździste. Rozmyślał o swojej rodzinie. O tym, co się dzieje teraz na świecie. Myślał, gdzie się teraz znajduje Nicole. Nie był wierzącym człowiekiem, w przeciwieństwie do jego miłości. Był jednak pewien, że Nicole odeszła gdzieś, gdzie jest jej teraz lepiej. Z tą ostatnią myślą - zasnął.
Obudził go wilgotny język psa. Pogłaskał go. Widział go już na lotnisku. Na lotnisku...Było to jakieś 16 godzin temu, a wydaje się tak odległe...Napił się wody. Z trudem odszedł od grobu narzeczonej. Poszedł w stronę obozu.
<obóz rozbitków>