przez Kysio » 06 maja 2010, 11:45
[dzień 5, ciąg dalszy]
Razem z John`em i Boone`m zjedli dzika i porozmawiali o swych zainteresowaniach oraz wymienili uwagi co do całej sytuacji. Freddy podejrzewał że Ci dwaj mają jakąś tajemnicę, jakąś wielką tajemnicę.
Gdy odchodzili, Locke wrócił się jeszcze i oznajmił Crigerowi cichym głosem :
- Freddy...Po dniu nadchodzi noc, po nocy dzień, i tak w kółko, bo tak ma być. A co ma być, to będzie. Najwyraźniej stać się musiało to, iż Boone..."wspomniał" przypadkiem o czymś, co mogło zabrzmieć dosyć...tajemniczo. I Ty to usłyszałeś. Ciekawość to rzecz wrodzona. I obiecuję Ci, że w najbliższym czasie dowiesz się wszystkiego..
- Cokolwiek by to nie było, na pewno jest interes... - Freddy nie skończył bo Locke wciął mu się w zdanie
- Cokolwiek by to nie było, Freddy, jest to nadzieja.. - uśmiechnął się i odszedł.
Criger nie wiedział co o tym myśleć. John wydawał się człowiekiem rozsądnym i ufnym. Rozmyślał jeszcze chwilę przy ognisku, przy resztkach dzika, aż w końcu ujrzał Dale`a, przechodzącego koło namiotów.
-Dale ! masz ochotę na poranną dziczyznę ? - powiedział...wykrzyczał Criger z uśmiechem na twarzy
-No, darmowego żarcia przecież nie odmówię - Odrzekł Dale odwracając się łaskawie w jego stronę, podszedł i usiadł na przeciwko niego
Jak zwykle obojętny i chamski pomyslał Freddy
- Coś nowego słychać w wyspowym świecie ?
- Minęło już tyle czasu... już nas nie uratują, też to wiesz, prawda?
- Co ma być, to będzie Dale, trzeba wiary i cierpliwości - odpowiedział Freddy z uśmiechem, czuł się bardzo pewny siebie
- "Co ma być to będzie" ?! Kur*a... jak ja nie lubię takich płytkich, tanich, moralizatorskich tekstów, jeśli nie masz nic wartościowego do powiedzenia lepiej w ogóle nie otwieraj gęby - Kończąc mówić zabrał się za kawałek mięsa
- Dale, Dale..Zamiast się wściekać, złościć i czekać na ratunek jak na śmierć - przy słowie śmierć przyszło mu na myśl to co musiał zrobić zaraz po katastrofie - lepiej żyć chwilą. Zamiast czekać na ratunek - używaj życia wyspowicza. Idź się zrelaksuj grając w golfa, pozwiedzaj wyspę czy też poznawaj ludzi ! Rose to miła kobieta, na pewno byś się jej spodobał... - powiedział żartobliwie Freddy. Czuł się naprawdę fajnie, nie wiedzieć czemu..a może to tylko wmawianie sobie, że wszystko jest dobrze..
- Nie pamiętam już nawet ile tu jesteśmy, od piątego dnia przestałem liczyć - Kontynuował jakby nie zważając na jego słowa - Dziękuje za miłe śniadanko, teraz mogę wrócić do spania, żegnam panie Crigger... pier*olony golfista - Rzucił wracając do swego namiotu
- I ja Tobie też życzę miłego dnia - odpowiedział z pełnym uśmiechem Freddy.
Ani nie uraziło go to, ani nie zabolało, nie przejął się tym. Wiedział że większość ludzi jeszcze strasznie przeżywa tą katastrofę. Że brakuje im rodzin. Wszystkiego.
Freddy zmieniał się. Miał wahania nastrojów.Może to coś w jego psychice, może to pogoda. W sumie, nikt nie powinien się dziwić. To, co przeżył zaraz po katastrofie... Sam nie wiedział. Płakać, czy żyć dalej.
Nie miał sił na płakanie. Płakanie nie przywróci jej życia. "Co ma być to będzie, a co miało być to się stało".
Nagle znowu posmutniał. Wstał. Rozglądnął się. Popatrzył na fale. A później w kierunku, gdzie pochował swoją miłość. I wtedy to zobaczył..
Powiedział z niedowierzaniem sam do siebie jakby :
- Nicole ?...
I "zjawa" odeszła w przeciwną stronę. Freddy udał się za nią. Biegł szybko, poczuł lekkie łzy, spływające po policzkach. Zjawa zniknęła, ale on biegł dalej, jakby wiedząc że jeszcze kilka kroków i ją spotka. Ale nie spotkał. Dobiegł do grobu Nicole. A tam spotkał...
<grób Nicole>
Ostatnio edytowano 06 maja 2010, 17:29 przez
Kysio, łącznie edytowano 2 razy