Obóz rozbitków

"Plaża" - złocisty piasek, lazurowa woda oceanu...

Obóz rozbitków

Postprzez Skrzynia » 06 kwi 2010, 15:17

Kilka dni po katastrofie rozbitkowie oddalili się kawałek od wraku samolotu. Wciąż zamieszkując tę samą plaże zaczęli organizować sobie życie na nowo. Powstawały szałasy i namioty, a nawet zbudowano kuchnię, do której każdy miał wstęp.

Tutaj toczyło się codzienne życie ocalałych z lotu Oceanic 815. Chwilowo jednak, nie ma tu nic więcej poza kilkoma pokracznie zbudowanymi schronieniami.
Avatar użytkownika
Skrzynia
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 268
Dołączył(a): maja 2008
Lokalizacja: Warszawa
Ulubiona postać: Charlie

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Noah » 07 kwi 2010, 19:32

Mateusz wracając z plaży przygotowuje się do wyprawy bierze potrzebne rzeczy. Chce udać się do kabiny pilota. Ma nadzieje że tam znajdzie jakikolwiek ślad, który zaprowadzi go do osoby którą poszukuje.
Avatar użytkownika
Noah
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 19
Dołączył(a): stycznia 2010
Lokalizacja: Sulejów
Ulubiona postać: Sawyer

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Sevgart » 07 kwi 2010, 21:16

- Czekamy aż wyjdzie i wtedy wchodzimy? - Dale rzucił do Jello. Powoli wychodzili z dżungli i myśleli nad najlepszym planem choć przy takiej akcji jest niewiele opcji niż tylko wejść i ukraść.
- Si, dzielimy się po równo z tym wyjątkiem, że jeśli będzie tam broń to ja ją biorę. Drugi pistolet może wziąć jedno z was. Amunicją też się dzielimy po równo. Chociaż szerze wątpię czy zostawił by swój nowy nabytek. Zajebiście cenny jak na razie. - Grupa usiadła przed namiotem Dale'a. Rozpalili nieduże ognisko i nadal po cichu dyskutowała. Kiedy odpoczęli po marszu wstali i poszli w stronę reszty namiotów. Trzeba było poczekać na dobrą okazję. Nie było daleko toteż po chwili siedzieli na niewielkiej skarpie piasku. Kilka minut później z jednego z bardziej oddalonych namiotów wychyliła się głowa Sawyera. Rozglądnął się szybko po czym zniknął. Po chwili wyszedł z plecakiem zarzuconym na jedno ramię. Ruszył szybko wzdłuż plaży. Druga taka okazja w ciągu dnia nie mogła się powtórzyć. Niedoszli złodzieje po cichu podeszli do namiotu Sawyera. Nikogo w pobliżu nie było, przyszła ofiara zniknęła gdzieś za skałami. Cała trójka weszła do namiotu.
Avatar użytkownika
Sevgart
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 8
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Chrzanów
Ulubiona postać: Hurley

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Astral » 07 kwi 2010, 21:16

Cała trójka zaczęła pospiesznie przeszukiwać namiot. W każdej chwili ktoś mógł ich zauważyć, lub co gorsza mógł wrócić sam właściciel. Wśród sterty ciuchów i zbędnego złomu dało się odnaleźć kilka wartościowych rzeczy...
- PORNO! - Wykrzyczał Dale wyciągając stertę gazet z gołymi paniami - Gość ma tu ładną kolekcję świerszczyków...
- Pieknie... - Jello z uśmiechem na ustach zabrał część gazet resztę pozostawiając Cooperowi
- Oj, dzieci dzieci.. - Podsumowała dziewczyna
Naglę ich uwagę zwrócił dźwięk butelek - Spójrzcie co znalazłam - Odrzekła zadowolona Amy wyciągając 9 butelek przeróżnych alkoholi, postanowili je również podzielić równo między siebie. Chwilę później wyciągnęła z tej samej torby 3 paczki papierosów, każdy z nich wziął po jednej - jeśli nie dla użytku własnego to choćby po to by mieć czym handlować. Prócz wymienionych towarów Amy zabrała ze sobą garść leków napychając nimi kieszenie.
- Chyba nic więcej nam się nie przyda, jak myśleliśmy, nie ma naszej walizki - Stwierdził ponuro Jarro
- Walizka... po co komu jakaś walizka mając porno i alkohol? Teraz mogę czekać aż...
- Dobra, nie ma czasu na pie*dolenie, zmywajmy się stąd - Przerwała mu Amy.
Cała trójka opuściła w pośpiechu namiot udając się do głównego ogniska. Czekali tam aż pojawi się rozjuszony Sawyer nie mogąc doczekać się tego widoku.
Avatar użytkownika
Astral
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 907
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Gdańsk
Ulubiona postać: Locke

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Skrzynia » 07 kwi 2010, 21:35

Już po niedługim czasie dało się słyszeć dziki wrzask wściekłości dochodzący z namiotu Sawyera. Właściciel powróciwszy zastał przebrane rzeczy. Co gorsza, części brakowało... Bez większego namysłu postanowił przeczesać obóz. Gdy tylko doszedł do głównego ogniska, momentalnie zorientował się, kto jest winowajcą... Wściekły ruszył w kierunku trójki złodzieji
- Przyznać się, gdzie są moje rzeczy - rzucił wściekle
Avatar użytkownika
Skrzynia
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 268
Dołączył(a): maja 2008
Lokalizacja: Warszawa
Ulubiona postać: Charlie

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Yona » 07 kwi 2010, 21:41

Zadowoleni usiedli przy ognisku.
Dale i Jello przeglądali swoje nowe pornole, a Amy wyciągnęła z namiotu książkę.
- Paaatrz! Ta jest niezła - powiedział podpity już Jello.
- To facet, idioto! - Dale uderzył go otwartą ręką w czoło.
- Rozssstrzygnij! - powiedział Jello pokazując otwartą stronę Amy. - Cóż to za płeć?
- Tak. - odpowiedziała dziewczyna przyglądając się uważnie, po czym wróciła do lektury.
Nagle podniosła oczy znad stron książki:
- Hoho, idzie nasz kochany sąsiad. - powiedziała opuszczając wzrok i śmiejąc się. - To co dzieciaki, ograć Was w karty?
- W pokera! - zakrzyknął wesoło Jello i pobiegł po karty
- Rozbieranego! - wrzasnął jeszcze głośniej Dale.
- Nie jestem pewna, czy chce oglądać tą miniaturkę Biafry. - powiedziała Amy wzruszając ramionami. - No ale dobra.
W tym czasie Sawyer wszedł do namiotu.
Grając śmiali się zapominając o całej katastrofie.
- Ściągasz spodnie! - krzyknął Dale próbując pomóc Amy.
- Mam jeszcze skarpetę. - powiedziała rzucając mu ją pod nogi.
Nagle usłyszeli wrzask złości.
Sawyer wybiegł z namiotu.
- Mhm, chyba Voldemort zabrał mu żel... - mruknęła pod nosem Amy.
- Co wy sobie myślicie?! Oddawajcie moje zapasy! - krzyknął wściekły.
- Tak, nie wyglądasz źle. Możesz z nami zagrać. - odpowiedziała łaskawie Amy.
- O ile nie nosisz pod spodem kalesonów - dodał Dale całkowicie poważnie.
- Aaaa... Wypie*dalaj... - odpowiedział mocno już pijany Jello siedzący w samych bokserkach.
Faceta zamurowało. Chyba nie był przyzwyczajony do takiego zachowania.
Chcąc zakończyć całą sprawę Amy powiedziała:
- Czy mi się wydaję, czy jesteśmy kwita?
- Wątpię. - odpowiedział wściekły Sawyer.
Jello głośno zachrapał.
- To chyba oznacza koniec tematu. - powiedział Dale. - Kolego, pomożesz mi go przenieść do namiotu? - zwrócił się wściekłego blondyna.
- Sukinsyn - syknął Sawyer odchodząc.
Avatar użytkownika
Yona
Ekipa LOST Online
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 563
Dołączył(a): stycznia 2008
Lokalizacja: Wrocław

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Kysio » 07 kwi 2010, 22:54

Przyszedł do obozu, mijając jakąś grupkę idącą wzdłuż plaży.
Nikt się do niego nie odzywał, nikt się nim jakąś też szczególnie nie przejął. Usiadł sobie przy oceanie.
Podeszła do niego kobieta - Afroamerykanka.
-Słyszałam o Twojej tragedii. Współczuję, ogromnie współczuję. - Powiedziała trzymając w jednej ręce jakiś medalik, w drugiej zaś mango, które podała Criger`owi.
- Dziękuję. Doceniam to.. - powiedział bez entuzjazmu Freddy, myśląc tylko o oceanie.
- Złotko..Przyda Ci się teraz odpoczynek. Połóż się. I...znalazłam to jak szłam koło jaskiń. Nie znam się na tym, może Ci się przyda - i wyciągnęła z kieszeni mały odtwarzacz mp3. Wręczyła mu go - A teraz odpocznij, bo miałeś ciężką noc. - powiedziała troskliwie i odeszła.
Freddy zamyślił się przez chwilę. Rozglądnął się dookoła. Ujrzał łysego mężczyznę, siedzącego przed walizką i jedzącego pomarańczę. Wymienili spojrzenia. Wtedy też łysy mężczyzna uśmiechnął się, mając pomarańczę w buzi. Dla Freddy`ego podziałało to jakoś łagodząco. Uśmiechnął się, pierwszy raz od katastrofy. Wstał i odszedł do wolnego namiotu, by zregenerować siły.
Avatar użytkownika
Kysio
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 508
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Rzeszów
Ulubiona postać: Locke

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Astral » 08 kwi 2010, 14:45

Dale obudził się wczesnym rankiem, wychylił głowę z namiotu zauważywszy na zewnątrz potężną burzę.
Cholera... Oby nie zniszczyło namiotu - Pomyślał i wrócił wrócił do środka. W gruncie rzeczy lubił taką pogodę, lecz nie w obecnej sytuacji. To był już 4 dzień, wciąż żadnego ratunku. Dale był w bardzo złym humorze, powoli tracił wiarę na jakikolwiek ratunek. Rozejrzał się po namiocie i chwycił w rękę butelkę Whiskey kładąc się na fotelach i pogrążając się w piciu.
Jakoś to przeczekam... w końcu nas znajdą, jestem tego pewien.
Avatar użytkownika
Astral
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 907
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Gdańsk
Ulubiona postać: Locke

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Kysio » 08 kwi 2010, 15:01

Przydał mu się odpoczynek. Po Bóg wie ilu godzinach czuwania nad grobem, spał jak suseł.
Obudził się z myślą, czy ratunek nadchodzi...a może już nadszedł ?
Do jego namiotu wszedł facet o krótko obciętych włosach i lekkim zaroście.
Wyciągnął rękę i powiedział zmęczonym głosem:
- Freddy, czyż nie ?
- Tak - odpowiedział Criger potrząsając jego dłonią.
- Jack. Nie odczuwasz żadnych bólów, nie masz żadnych dolegliwości ? Jestem lekarzem.
- Nie, wszystko w jak najlepszym porządku. Wiadomo coś na temat tego gdzie jesteśmy ? Ratunek nadchodzi ?
- Wybraliśmy się z Kate i Charlie`m do kokpitu. Pilot powiedział nam że samolot zboczył z kursu i leciał na Fidżi.
Spokojnie, odnajdą nas.
- Mówisz to, wiedząc że od 4 dni kompletnie nic i nikt się nie odezwał.. musisz być mocnej wiary, Jack.
Jack zaśmiał się, rzucił butelkę z wodą w kierunku Freddy`ego i oznajmił - Jakoś to będzie Freddy. Miłego dnia. - i wyszedł z namiotu.
Freddy pomyślał że gościu jest naprawdę odpowiedzialny. Uznał, że Jack stara się zapewnić nam, rozbitkom coś w stylu bezpieczeństwa. Skoro on, przychodzi do jego namiotu w środku burzy...
Avatar użytkownika
Kysio
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 508
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Rzeszów
Ulubiona postać: Locke

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Pufcik » 08 kwi 2010, 16:44

Paweł obudził się wcześnie rano z okropnym bólem głowy. Zbudziła go woda, namiot pod ciężarem deszczówki po prostu się zawalił. Woda zalała wszystkie rzeczy, również ubrania były mokre... Cały poranek, spędził na naprawie. Tym razem dokładnie przyłożył się do budowy. Dokładnie sprawdził więzy, dach i ścianki. Dokładnie napiął foliowy dach, tak żeby woda spływała po nim. Po ukończonej renowacji, wywiesił mokre ubrania. Mam nadzieję że to wystarczy. . . nie mam zamiaru jeszcze raz tego poprawiać. - po czym zjadł skromne śniadanie, składające się z dwóch mango i kilku łyków zimnej wody. Zapasy powoli się kończyły, musiał jak najszybciej wyruszyć do dżungli po owoce i wodę. Zanim jednak wyruszył w podróż, wykąpał się w oceanie i przebrał się. Ubranie nie zdążyło dobrze wyschnąć, a noszenie przemoczonego ubrania wcale nie było przyjemne. Przygotowanie do wyprawy nie było długie. Zabrał ze sobą siekierę i plecak z 4 butelkami. Był gotowy do wyprawy. . .
[dżungla]
Avatar użytkownika
Pufcik
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 458
Dołączył(a): listopada 2007
Lokalizacja: Gdańsk
Ulubiona postać: Jacob

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Astral » 08 kwi 2010, 17:19

Skończyła się - Rzekł ponuro trącając pustą butelką po whiskey w kawał metalu podtrzymujący schronienie. W pewnym momencie usłyszał trzask, a po chwili poczuł na siebie płachtę okrywającą namiot, nietrwały namiot musiał zawalić się pod naporem deszczu i wichury. Dale zdenerwowany rzucił na bok resztkami zniszczonego namiotu, nie miał teraz ochoty się tym zajmować, spakował wszystkie swoje rzeczy, przeniósł fotele nad ognisko i usiadł wpatrując się w ogień. Po chwili wyciągnął ostatniego uzyskanego od Dony batona i szybko go spałaszował. Był to ostatni pozostały mu pokarm. W plecaku miał jeszcze jedną butelkę wina i whiskey, dwie paczki papierosów, kopertę z pieniędzmi i parę butelek z wodą które regularnie napełniał ze zbiornika. Rozejrzał się po obozie i niewiele myśląc wyjął butelkę wina pociągając kilka łyków, czekał aż może dosiądzie się ktoś mu znajomy.
Avatar użytkownika
Astral
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 907
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Gdańsk
Ulubiona postać: Locke

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Skrzynia » 08 kwi 2010, 17:32

Will wszedł do obozu w dość kiepskim nastroju. Zobaczył jak facet, który ostatnimi czasy tak go skrytykował [Astral] grzebał w plecaku. Chyba kończy mu się jedzenie, jego mina nie wyraża zachwytu. Dopiero teraz spostrzegł zawalony za mężczyzną namiot. Wyciągnął z kieszeni mango i zawołał w kierunku rozbitka, po czym podszedł do niego i wrzucił mu owoc do plecaka. Następnie ruszył dalej przed siebie, nie wiedząc dokładnie gdzie.
Avatar użytkownika
Skrzynia
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 268
Dołączył(a): maja 2008
Lokalizacja: Warszawa
Ulubiona postać: Charlie

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Kysio » 08 kwi 2010, 17:37

Uruchomił mp3 które dostał od Rose. Założył słuchawki i odtworzył pierwszy utwór.
Leciała piosenka "Don`t worry, be happy" Boba Marleya. Pomyślał sobie, że to piosenka, która cholernie nie nadaje się do sytuacji jego, do sytuacji rozbitków. Wyłączył mp3 i schował go do kieszeni. Wyszedł z namiotu.
Na zewnątrz nadal było pochmurnie. Deszcz lekko kropił. Na zewnątrz nie było prawie nikogo. Usłyszał strzał. Popatrzył w miejsce, skąd pochodził dźwięk. Zobaczył dwie osoby : Jack`a i jakąś dziewczynę. Z namiotu wychodziła trzecia postać. Usłyszał potworny krzyk wydobywający się z namiotu.
Nagle Hugo do niego podbiegł i zapytał - To Sawyer, Jack i Kate. A w środku jest szeryf stanowy, ciężko ranny - powiedział spokojnym głosem. -..Koleś, masz może jakieś okrągłe, plastikowe przedmioty których nie potrzebujesz ? - zapytał.
- Wybacz Hugo, ale nie mam nic takiego.. A czemu pytasz? - powiedział Freddy z lekko wymuszonym uśmiechem.
- Koleś..szkoda...przekonasz się już niedługo- i odszedł do swojego namiotu powolnym krokiem.
Freddy zobaczył przy ognisku młodego mężczyznę z butelką wina.
- Mogę się przysiąść ? - zapytał Criger łagodnym tonem
Avatar użytkownika
Kysio
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 508
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Rzeszów
Ulubiona postać: Locke

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Astral » 08 kwi 2010, 18:15

W pewnym momencie zauważył przechodzącego obok Willa, mężczyznę od słynnych przemówień. Przywołał on Dale'a po imieniu rzucając mu mango. Tanie sztuczki... - Pomyślał, choć przyjął owoc chowając do plecaka.
- Mogę się przysiąść ? - Usłyszał nad sobą głos.
Podniósł głowę spoglądając na niego mętnym wzrokiem, nie znał go, nawet nie widział podczas katastrofy, choć twarz wydawała mu się znajoma.
- Eh... jeśli musisz... siadaj... Dale jestem, zaproponował bym Ci wina, ale dobre maniery nie sa moim atutem, dlatego zostawię je dla siebie. Więc...? - Urwał wypowiedź spoglądając na niego pytajaco
- Freddy - powiedział podając dłoń, lecz Dale nie odwzajemnił gestu - Co sądzisz o tej całej..sytuacji ?
- Bardzo przyjemnie, przynajmniej póki alkohol się nie skończy... a tak na serio? Jesteśmy tu CZWARTY dzień i znikąd, żadnego kur*a ratunku. Zostaniemy na tej przeklętej wyspie na zawsze. Ale wciąż jest miło.
- Cóż, Dale...Jack jest pewien że ktoś po nas przybędzie...Albo jest głupcem albo ma mocną wiarę...Mówiąc szczerze : wierzę, iż się stąd wydostaniemy. Może to potrwać...ale wydostaniemy..przynajmniej mamy lepszą sytuację niż ten gość z "Cast Away: poza światem" - powiedział Freddy uśmiechając się, i mając nadzieję że rozluźni atmosferę
- Hm... - Przerwał na chwilę - Nie był bym taki pewien, w końcu miał Wilsona. Czy można dzielić wyspę z lepszym towarzyszem? - Zaśmiał się, rozmowa nieco poprawiła mu humor - Swoją drogą, wspaniały film... Mówiłeś, że jak Cię zwą? Przybyłeś tu sam?
- Freddy. Freddy Criger. Przybyłem z narzeczoną, ale...zmarła w katastrofie. - Powiedział z wielkim spokojem, patrząc się na ocean. Otrząsnął się i powiedział - A Ty ?
Słysząc jego nazwisko miał wielką ochotę zażartować na temat ulicy wiązów, gdy jednak padło kolejne zdanie zrezygnował.
- Poważna sprawa... Nie, nie... Ja... Ja jestem sam, to znaczy - leciałem sam. Ale jak możesz być tak spokojny w tej sytuacji?
- Rozpaczanie nie przywróci jej życia..Sam ją przeniosłem z miejsca katastrofy, sam wykopałem grób, sam ją pochowałem.. Może nie mam siły płakać, a może wszystko stało mi się obojętne.. - powiedział smutnym głosem wstając - Miło było Cię poznać, Dale - i odszedł w stronę namiotów.
W tym momencie Dale zrozumiał, że jego sytuacja nie jest aż tak tragiczna. Choć katastrofa lotnicza nie jest najmilszym co mogło go spotkać, to może właśnie należy uznać to za ogromne szczęście, w końcu mógł być jednym z ciał płonących dzień wcześniej we wraku samolotu... Rozmowa ta przywróciła w nim nieco nadziei. Myśląc nad sytuacją w jakiej teraz są mężczyzna udał się by naprawić swój namiot. Po drodze spotkał jeszcze człowieka znanego mu jako Will
- Taa... dzięki za owoc... to niewiele. Ale dzięki. Za dobre chęci... ehe... jakbyś coś może potrzebował to... wiesz, wal. - Rzekł krótko i treściwie biorąc się za odbudowę schronienia, tym razem bardziej się do tego przykładając.
Avatar użytkownika
Astral
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 907
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Gdańsk
Ulubiona postać: Locke

Re: Obóz rozbitków

Postprzez Kysio » 08 kwi 2010, 19:02

Rozmowa z Dale`em obudziła w nim mieszane odczucia. Z jednej strony czuł się jakby stał się bardziej odpowiedzialny czy silny. Ta rozmowa dodała mu czegoś w rodzaju pewności siebie. Lecz z drugiej strony... Czuł się samotny. Wiedział, że jak opuści wyspę, jego życie nie będzie już takie same. A może jej nie opuści...
Z tą myślą też usiadł na pniu, bardzo blisko oceanu. Zazwyczaj przesiadywała tu Rose. Powoli zaczynało się ściemniać. Zastanawiał się co by robił...co by robili razem z Nicole, gdyby wylądowali. Usłyszał kroki. Nie chciało mu się odwracać, co ma być, to będzie pomyślał. Usłyszał zatroskany głos Rose:
- Złotko, ubierz coś na siebie bo zmarzniesz - przykryła mu plecy kocem, i przysiadła się. - Bardzo chłodny dzień, chłodny i deszczowy.. Bernard zawsze lubił chodzić na spacery w takie dni..
- Bernard ? - zapytał zaciekawiony Freddy
- Mój mąż. Lecieliśmy razem.
- Przykro mi.. - powiedział Freddy
- Niby czemu ? O niee, Złotko, Bernard żyje...ja to wiem.
- Rose, gdybym Cię na tyle nie znał, powiedziałbym że boisz się myśleć iż Twój mąż nie żyje
- Istnieje bardzo cienka granica między wmawianiem sobie czegoś, a nadzieją - powiedziała Rose, mrugając do Freddy`ego.
To ostatnie stwierdzenie Rose wywarło na Freddy`m kojący wpływ.
Było mu miło, że może porozmawiać z Rose czy Hugo o każdej porze dnia i nocy. Gdyby wszędzie byli tacy ludzie... Miło mu także było, z tego powodu iż mógł zamienić kilka zdań z Dale`em.
Włączył mp3. Teraz piosenka "Don`t worry, be happy" jakoś go nie denerwowała. A można się pokusić o zdanie, iż gdyby nie ona, gdyby nie jej odsłuchał wtedy w namiocie, nie poznał by Dale`a, nie porozmawiałby z Rose, a co najważniejsze - nie odzyskałby tego, co w jego sytuacji było mu potrzebne i działało jak lek - chęci do życia..
Avatar użytkownika
Kysio
YEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIPYEARS_OF_MEMBERSHIP
Posty: 508
Dołączył(a): grudnia 2007
Lokalizacja: Rzeszów
Ulubiona postać: Locke

Następna strona

Powrót do Plaża

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron