30.05.2004r.
-... Kiedy mówię Ci, że to nasza wielka szansa!
- Nie, Bob. To szalone, nie dam się na to namówić.
Tego dnia w barze był duży ruch, choć przeważnie zaglądało tam kilka osób dziennie dziś był wielki dzień, miał się odbyć tam koncert z udziałem samego Ike'a Turnera. Pod sceną zbierał się już tłum ludzi, Dale miał tego dnia wiele roboty. Po drugiej stronie lady krzątał się mężczyzna o siwych włosach, nie był specjalnie stary, po prostu bardzo wcześnie wysiwiał. Zaczepiał on wciąż barmana opowiadając mu o czymś
- BOB, widzisz, że mam wielu klientów! Spotkamy się po pracy, choć mówię Ci od razu, że nie dam się w to wciągnąć.
- Wiem, że tego chcesz - Mężczyzna wpatrywał się w niego, tak naprawdę jego wzrok potrafił przerazić - Jeśli się uda nie będziesz już musiał podawać drinków w takiej dziurze... to nasze pięć minut, zaufaj mi - Mężczyzna o długich siwych włosach dopił swój drink opuszczając lokal.
- Szkocką z lodem - Powiedział mężczyzna siadając za barem, w ręku trzymał małe pudełeczko, które bardzo zaciekawiło Coopera.
- Wielki dzień ? - spytał z uśmieszkiem na twarzy spoglądając na to, co trzyma w rękach.
- Można tak powiedzieć..- tu popatrzył na plakietkę z imieniem barmana -...Dale. - za jednym zamachem wypił zawartość szklanki - Ile płacę ?
- Na koszt firmy - powiedział Cooper polerując środek jakiejś szklanki ściereczką
Mężczyzna odszedł kierując się za scenę. Dale był w pracy aż do nocy, pracował za barem przez cały koncert. Gdy nadeszła kolej by poznany wcześniej mężczyzna wyszedł na scenę zdarzyłą się rzecz niecodzienna - postanowił w tym momencie oświadczyć się ukochanej kobiecie. Cooper spoglądał na zakochanych z podziwem. Niedługo po tym opuścił bar tylnym wyjściem, spotkał tam nawet gwiazdę wieczoru - Ike'a Turnera.
- Świetny występ - Pogratulował piosenkarzowi
- Dzięki... - Odparł krótko mężczyzna - Trzymaj się chłopcze - Rzucił za odchodzącym barmanem
- Do zobaczenia - Powiedział z uśmiechem odchodząc wąską uliczką, idąc minął młodego chłopaka, wyglądało na to, że był w złym stanie. Wyglądał mu na narkomana.
***
Dale zapukał do drzwi, po chwili otworzył mu jego przyjaciel - Bob.
-... No i tym sposobem zgarniamy dużą kasę, to chyba proste?
- Zbyt proste - Odpowiedział Dale
- Naprawdę nie chcesz zdobyć dużych pieniędzy? Przecież wiesz, że możesz mi zaufać. Nigdy Cię nie oszukałem.
- Tak, jednak już parę razy sparzyłem się na hazardzie...
- Kiedy własnie to nie hazard, skoro wiesz, że wygrasz to jedynie... inwestycja. To przekręt idealny!
- A właściwie, czy Laura wie o tej twojej INWESTYCJI?
- Dowie się, gdy już nam się uda.
- Eh - Westchnął ciężko - Nie nam. Ja w to nie wchodzę. Wybaczam Bob, wolę odłożyć te pieniądze na pewny biznes. - Dale dopił podaną mu kawę i prędko opuścił mieszkanie przyjaciela. Przez wiele godzin chodził myśląc nad swoją decyzją, uznał jednak, że choć raz w życiu należy postąpić racjonalnie i własnie nadszedł ten moment.
3 miesiące później
Dale czekał w kawiarni od jakiejś godziny. Choć był umówiony dopiero na dziesiątą wyszedł o wiele wcześniej nie chcąc za żadne skarby spóźnić się tego dnia.
W końcu weszła... dziewczyna jego marzeń, od wielu lat najlepsza i jedyna właściwie przyjaciółka. Choć dla niego to zawsze było coś więcej niż przyjaźń nigdy nie odważył jej się wyznać swoich uczuć, była dla niego nieosiągalna... Julie była rok młodsza, do Las Vegas przeprowadziła się jako młoda osiemnastoletnia dziewczyna, pomógł jej w tym właśnie Dale z którym wcześniej korespondowała. Była piękną dziewczyną, niską brunetką o zielonych oczach.
- Witaj Julie - Przywitał dziewczynę pocałunkiem w policzek - W końcu mamy okazję się zobaczyć... rety, naprawdę zbyt wiele pracujesz
- No cóż, od kiedy mała Shelly się urodziła... rozumiesz - Kobieta uśmiechnęła się wymuszenie.
- Mhm... Jak wam się wiedzie? - Mężczyzna ciągnął temat wiedząc, że coś ją trapi
- Szczerze...? Mogło by być lepiej... nie daję sobie z tym rady, muszę pracować na dwie zmiany, choć i to nie jest najgorsze... pamiętasz jak przyjechałam tu przed ośmioma laty, przyjechałam po to by uniknąć tak beznadziejnego życia... Chcieliśmy coś osiągnąć... ależ byłam wtedy głupia, jak widać nie wszystko układa się tak jak chcemy.
- Niedługo... już niedługo będzie lepiej. Obiecuję Ci - Uśmiechnął się pocieszając kobietę. - Wszystko się ułoży.
Przyjaciele rozmawiali jeszcze przez długi czas, około godziny dwunastej Juliet opuściła kawiarnię. Dale złapał za telefon wchodząc w listę kontaktów.
Zatrzymał się na kontakcie podpisanym "BOB". Zastanawiał się dłuższą chwilę, nie wiedział nawet jak długo. w końcu wcisnął zieloną słuchawkę
- BOB... Um... - Zająkał się
- Tak?
- Czy Twoja propozycja jest nadal aktualna?



