Zielono tu pomyślał sobie Freddy i zaśmiał się ze swojego żartu.
Spotkał Hugo, który był bardzo zadowolony z jakiegoś powodu
- Koleś, pamiętasz jak wczoraj Cię pytałem o plastikowe okrągłe przedmioty ?
- Jakbym mógł zapomnieć...-powiedział z uśmiechem, lekko wymuszonym, Freddy.
- No więc stworzyłem pole golfowe. Jak będziesz chciał się odstresować - zawsze możesz z niego skorzystać. Nie chcę się przechwalać..ale jestem niczym Tiger Woods..
- Przekonamy się w swoim czasie - rzekł tym razem z prawdziwym uśmiechem i rozeszli się w inne strony.
Po kilkunastu minutach Freddy nic a nic nie znalazł. Usłyszał porykiwanie dzika. Krzaki szeleściły. Dzik zaczął się zbliżać. Zaczął biec. Freddy`ego sparaliżowało. Dzik był coraz bliżej. Lecz nagle dzik padł na ziemię z nożem w głowie. Criger ujrzał łysego mężczyznę, tego samego, który rozśmieszył go "pomarańczowym uśmiechem".
- Niebezpiecznie jest chodzić bez uzbrojenia po dżungli.. - tu próbował sobie coś przypomnieć - Freddy, o ile się nie mylę ? - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Potraktuję to jako radę na przyszłość - odpowiedział z uśmiechem Criger - Taak, Freddy. Freddy Criger - oznajmił, podając dłoń
- John Locke - odpowiedział i uścisnął rękę.
był to początek wspaniałej przyjaźni...
- John, a co zrobimy jak już jakoś rozbijemy tą szyb.. O, witam - Powiedział przystojny i bardzo, bardzo seksowny mężczyzna
:C
- Freddy, to Boone, Boone, to Freddy - powiedział Locke.
Uścisnęli sobie dłonie na przywitanie.
- A więc, Freddy, Boone - co powiecie, żebyśmy przekąsili soczyste mięso z dzika na śniadanie ? - rzekł z uśmiechem Locke, wziął dzika na plecy i poszli razem do obozu.
<obóz>